Twój Burmistrz 

Zwyczajne losy

   Powstanie Wielkopolskie może być sprawą osobistą, moją osobistą. Jestem wnukiem Powstańca. Oprócz wiedzy zaczerpniętej z różnych publikacji i opracowań historycznych, nie znam zbyt wiele szczegółów tego wydarzenia, które w naszej rodzinie, jej historii, było czymś wyjątkowym i w bardzo oczywisty sposób ukształtowało losy moich bliskich. Nieznajomość szczegółowej relacji z przebiegu tego wydarzenia nie jest wynikiem lekceważenia dziejów bliskich przodków, ale jest przykładem przykrej rzeczywistości, ówczesnej i tej powojennej. Nie ulega jednak wątpliwości, że wydarzenia te odcisnęły silne piętno na losach wielu pakoskich rodzin, mojej również.

   Dziadek, jak wielu mieszkańców Pakości, na wieść o wybuchu Powstania, zareagował zwyczajnie. W atmosferze panującej euforii poszedł na zbiórkę na plac przyklasztorny kościoła pw. Św. Bonawentury w Pakości i w ten sposób jego udział w niepodległościowym zrywie, stał się faktem. Czy był to czyn nadzwyczajny? Dziś trudno to oceniać, ale przecież nie wszystkich było na ten czyn stać. Nie był wybitnym dowódcą, wyróżniającym się bojownikiem czy szlachetnym zwycięzcą. Był najzwyklejszym Powstańcem, który po kilku tygodniach walki został prawdopodobnie wycofany z placu boju, jak wielu innych zapaleńców, którzy brali udział w tym męskim czynie. Babcia w tym czasie była w ciąży z pierwszym synem i jednocześnie czynnie brała udział w działalności szpitala powstańczego, który został utworzony w mieście. W ten oto sposób zwykły mieszkaniec, najzwyklejszego kujawskiego miasteczka, został wciągnięty w wir historii, tej zwyczajnej. Z perspektywy czasu, jakże pospolite wydarzenie, po stu latach stało się czymś wyjątkowym i nadzwyczajnym. Dla mnie, emocjonalnie związanego wnuka-spadkobiercy, wyjątkowość tego wydarzenia ma szczególne znaczenie. Podobnie, jak dla rdzennych mieszkańców Pakości, dla których udział w tym zrywie był zwykłą powinnością, a niesione wartości takie, jak wolność, niepodległość, ojczyzna, honor czy godność, były wartościami podstawowymi. W tym znaczeniu, powstańczy czyn jawi się do dziś, jako bezcenna wartość, podkreślająca tożsamości naszego miasteczka i budująca świadomości jego mieszkańców.

Baner Pakość POWSTANIE WLKP

   Niestety, dwadzieścia lat po tych wydarzeniach, w 1939 roku, trzeba było zapłacić rachunek za niepodległościowe zachcianki. Z chwilą wybuchu drugiej wojny światowej i wejściem wojsk niemieckich przyszedł czas rozliczeń. Dokładnie 9 grudnia 1939 roku do drzwi mieszkania mojej rodziny, zamieszkałej wówczas w Pakości przy ulicy Szkolnej, zapukali niemieccy żołnierze, dając moim dziadkom i ich szóstce dzieci, kilka minut na opuszczenie mieszkania i przygotowanie się do wyjazdu. Poprzez obóz przesiedleńczy w Strzeglinie k. Mogilna, kolejowym transportem do przewozu zwierząt, zostali wysiedleni w okolice Stoczka Łukowskiego i Garwolina. Tam spędzili koszmarne lata wojny. Jako dziecko, wielokrotnie zadawałem pytanie, jak to było możliwe, że po dwudziestu latach od czasu Powstania Wielkopolskiego, niemieccy żołnierze mieli dokładne dane osób, które w nim uczestniczyły. Otrzymywałem wtedy odpowiedź, która do dziś robi duże wrażenie, jak wówczas, wrażenie wstrząsające. Znaleźli się mieszkańcy miasta, którzy wskazywali niemieckim żołnierzom uczestników Powstania… Jeszcze dzisiaj wydaje się to ohydnie nieprawdopodobne. Niemożliwe ?

   Dziadek Franciszek, zatroskany przede wszystkim o los rodziny, niestety nie przeżył tej zimowej eskapady i warunków, jakie czekały na miejscu. Zmarł w lutym 1940 roku i mimo wysiłków nie udało się po latach ustalić miejsca jego pochówku. Sprawa warunków pobytu na wysiedleniu i szczegółów śmierci dziadka była zawsze, w późniejszych relacjach braci i sióstr ojca, który był najmłodszym, sześcioletnim uczestnikiem tych wydarzeń, traktowana jako głębokie tabu. Po powrocie do Pakości, rodzina zamieszkała w Pakości, w budynku przy ulicy Dworcowej 2. W tym samym, w którym mieszkał, pierwszy po odzyskaniu niepodległości burmistrz Pakości dr Michał Znaniecki, działacz niepodległościowy, w latach Powstania założyciel szpitala powstańczego, któremu w uznaniu zasług oraz w podzięce za opiekę nad rodzinami powstańców Rada Miejska w Pakości przyznała tytuł Honorowego Obywatela Miasta. W latach powojennych w budynku przy ulicy Dworcowej 2 zamieszkiwała m.in. rodzina dra Obuchowicza. Do lat osiemdziesiątych rozmowy na temat Powstania, udziału w nim dziadka, relacje z wysiedlenia, jego okoliczności, panujących tam warunków bytowych, sprawa śmierci dziadka, powrotu do Pakości, to były tematy, na które się nie rozmawiało w obawie przed sąsiadami czy osobami postronnymi. Jedno nie ulega wątpliwości, relacjonując te wydarzenia, odtworzone z pamięci rozmowy, emocjonalne opisy uczestników, krótkie, urywane wymiany zdań osób już dziś nieżyjących,  ogarnia mnie uczucie smutku, refleksji, żalu ale tez poczucie godności i dumy. Szczególnie w tych dniach, kiedy w wielu miejscowościach i w różnoraki sposób organizowane są uroczystości jubileuszowe.  

   Czego bym oczekiwał w setną rocznicę Powstania Wielkopolskiego, wydarzenia nietuzinkowego w dziejach miasta, jako mieszkaniec Pakości, jako wnuk Powstańca, tego zwykłego Powstańca? Niewiele, może jednego… by udając się pod pomnik powstańczego czynu, nie zapomnieć kwiatów…      

 

                                                                                                                                                               Wiesław Kończal

Pakość, styczeń 2019